Tematy Zaznacz wszystkoZaznaczyć wszystko

ministras.jpg

Minister spraw zagranicznych Republiki Litewskiej

Linas Linkevičius

Agenda ministra cv Twitter
Wiadomości Drukować RSS

Cierpliwości, administracja Trumpa okrzepnie i będzie po staremu, wyborcza.pl, 23.01.2017

Data utworzenia 2017.01.24 / Aktualizacja 2017.01.24 14:00
    Cierpliwości, administracja Trumpa okrzepnie i będzie po staremu, wyborcza.pl, 23.01.2017

    Zdaniem litewskiego ministra spraw zagranicznych Linasa Linkieviciusa nowa amerykańska administracja pozostaje wielką niewiadomą, ale nie wyobraża sobie całkowitego odwrotu USA od dotychczasowej polityki zagranicznej.

    Bartosz T. Wieliński: Boi się pan prezydentury Donalda Trumpa?

    Linas Linkevicius: Nie, wiążemy z nią nadzieje. Zamierzamy dalej ściśle współpracować z nową administracją i rozmawiać z nią o tym, jak mamy zachować i chronić to, co w ciągu dekad powstało między Europą i USA. Trzeba być cierpliwym. Uprzedzanie się do nowego prezydenta jest nieracjonalne.

    Emocje szybko opadną, pojawi się poczucie odpowiedzialności. Administracja nowego prezydenta liczy około cztery tys. urzędników, to wielka drużyna, która będzie pod presją Partii Republikańskiej. Jej politycy kładą duży nacisk na wartości, zobowiązania, znają Europę i wiedzą, na ile ważne są transatlantyckie więzi. Jestem przekonany, że Amerykanie też zdają sobie sprawę z tego, że Europa jest ważna dla nich. Nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale też gospodarczych. Poza tym bez współpracy transatlantyckiej nie stawimy czoła wielu współczesnym wyzwaniom.

    O jakiej współpracy transatlantyckiej mówimy, skoro Trump w jednym z wywiadów uznał NATO za przeżytek?

    – NATO nie jest przeżytkiem. A prezydent Trump kilka zdań niżej powiedział, że NATO jest ważne. Tego jednak dziennikarze nie wybili w nagłówkach. Trump przed zaprzysiężeniem rozmawiał z wieloma przywódcami oraz z sekretarzem generalnym NATO i podkreślał znaczenie Sojuszu. To samo mówili jego współpracownicy. Nie wyciągajmy więc pochopnych wniosków co do przyszłości relacji USA z Europą. Ktoś się cieszy z tego zamieszania, ta radość też jest przedwczesna.

    Nie poruszałbym tego tematu, gdyby to była jedyna wypowiedź. Ale Trump mówił o NATO wielokrotnie.

    – Gdy biznesmen Trump dowiedział się, że Ameryka bierze na siebie większość ciężarów funkcjonowania NATO, nie był z tego powodu zadowolony. Bo dlaczego Ameryka ma zapewniać Europie bezpieczeństwo, skoro ma tyle spraw do załatwienia na swoim podwórku. Miał prawo skrytykować taki stan rzeczy, choć nie twierdzę, że zrobił to we właściwy sposób. Europejczycy powinni zająć się swoim bezpieczeństwem w sposób bardziej zdecydowany. Dlatego rozmawiajmy, ale nie kłóćmy się i nie dawajmy się skłócać innym.

    W tym momencie Europie nie da się zapewnić bezpieczeństwa bez wsparcia Amerykanów.

    – Więc szanujmy tę współpracę. Amerykańskie wojsko już jest w Polsce. Skupmy się na tym, jak są wdrażane decyzje ze szczytu NATO w Warszawie, pilnujmy, by nie było opóźnień, zmian. To są ważne kwestie. Poczekajmy, aż nowa administracja okrzepnie. Nie wyobrażam sobie zwrotu o 180 stopni w amerykańskiej polityce.

    A jeśli Trump rozkaże żołnierzom spakować się i wrócić do domu?

    – Nie ma podstaw do takich spekulacji. To byłaby całkowita rewizja dotychczasowych ustaleń. Decyzje w USA nie zapadają w próżni. Ludzie z otoczenia prezydenta też mają swój pogląd na świat, wiedzę i doświadczenie.

    A gdy prezydent Trump spotka się z prezydentem Putinem i uzgodnią nowy reset, którego elementem będzie wycofanie się USA z Europy lub chociaż zniesienie sankcji?

    – Spójrzmy na mechanizm działania amerykańskiej władzy. Odchodzący prezydent przedłużył sankcje o rok. Zatwierdził je Kongres. Gdyby nowy prezydent chciał je znieść, musiałby to uzasadnić i przekonać parlament, co byłoby bardzo trudne. To zrozumiałe, że prezydent Trump chce mieć dobre stosunki z Rosją. Wszyscy chcemy. Pytanie dotyczy ich ceny: czy robimy z Rosją deal tylko dlatego, że nam się to opłaca, czy też oprócz interesów bierzemy pod uwagę wartości. Myślę, że to drugie podejście jest lepsze.

    Doradcy związani z Kremlem głośno mówią, że chcą nowej Jałty, czyli podziału stref wpływów między USA i Rosję.

    – Nie mogę sobie wyobrazić takiego scenariusza. Jak zareagowałby na to Kongres? Co na to amerykańskie społeczeństwo? Nie mogę sobie wyobrazić, by prezydent Trump poszedł na coś takiego. Przywódcy Rosji wielokrotnie wyprowadzali przywódców Zachodu w pole, nadużywali zaufania. Nie sądzę, że Waszyngton dałby się oszukać.

    Myśli pan, że wyborców Trumpa faktycznie to obchodzi?

    – Nie wierzę, by byli obojętni na takie kwestie jak wolność czy demokracja. To podstawowe wartości USA.

    Co będzie z sankcjami ?

    – W Europie jest trwały konsensus, że dopóki przyczyny, z powodu których na Rosję nałożono sankcje, nie ustaną, to sankcje będą obowiązywać. Wiosną będziemy analizować sytuację. Jednak po rosyjskiej stronie nic się nie zmieniło. A rosyjska taktyka to niestety tylko blefowanie i sprawdzanie, czy te blefy działają. Na Kremlu okres niepewności związany z przekazaniem władzy w USA widzą jako szansę na zmianę.

    Jeśli jednak puścimy aneksję Krymu i rozpętanie wojny w Donbasie w niepamięć, to będziemy mieli do czynienia z kolejnymi takimi sytuacjami. Na świecie jest więcej zamrożonych konfliktów.

    W żadnej amerykańskiej administracji nie pracowało tylu ludzi powiązanych z Rosją. Przyszły sekretarz stanu Rex Tillerson robił tam miliardowe interesy, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn razem z Putinem był gościem gali Russia Today. To nie znak, że administracja Trumpa zmieni swoją politykę wobec Kremla?

    – Z ocenami trzeba poczekać, aż administracja zacznie działać. Rozmawiałem z gen. Flynnem przez telefon, to była dobra rozmowa, podkreślał znaczenie współpracy z państwami bałtyckimi. Sekretarz Tillerson był wcześniej biznesmenem. Dokładnie czytałem treść jego wystąpienia przed Kongresem. Nie znalazłem niczego, co budziłoby moje wątpliwości.

    Nigdy w Białym Domu nie zasiadał jednak prezydent, który źle życzyłby Unii Europejskiej. Donald Trump cieszył się z Brexitu i zapowiedział, że kolejne kraje opuszczą UE.

    – Prezydent Trump jest nowy, spoza systemu politycznego. Jestem przekonany, że odnajdzie się w roli przywódcy. Lubi dowodzić, preferuje aktywne podejście. To jest to, czego potrzebujemy w Europie i na świecie. Populiści w UE rosną w siłę, bo brakuje tu silnych przywódców.

    Natomiast słaba, zdezintegrowana Europa nie jest w interesie USA. Partnerstwo między Europą i USA wzmocni nasz wpływ na świat. Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni i będziemy współpracować tak jak do tej pory.

    Prenumerata wiadomości